Hobbit: Bitwa Pięciu Armii
Jak na piątek przystało należało jakoś dobrze spożytkować czas i zaoszczędzone po świętach pieniądze. Wraz z tatą (moim towarzyszem przy oglądaniu filmów fantasy i akcji) wybraliśmy się na jeden z najbardziej kasowych filmów ostatniej dekady.
Recenzja:
Film "Hobbit: Bitwa Pięciu Armii" jest trzecią i ostatnią częścią serii filmów o przygodach hobbita Bilbo Bagginsa. Cykl powstał na podstawie książki J.R.R. Tolkien'a pt. "Hobbit, czyli tam i z powrotem".
Mimo, że adaptacja sporo odbiega od oryginalnej powieści bardzo przypadła mi do gustu. Dzieło Peter'a Jackson'a zalatywało typowym hollywoodzkim patosem. Reżyser przedobrzył z efektami specjalnymi i wiecznie narastającym napięciem większości scen. Jednak bez tych wszystkich "przerostów formy nad treścią" nie byłaby to tak zachwycająca ekranizacja. W poprzednich dwóch częściach było wystarczająco dużo fabuły, więc musiała w końcu nadejść upragniona akcja. Właśnie te czynniki, które często zabierają piękno całego filmu (jak w przypadku "Miasto 44") to w twórczości Jackson'a stały się atutami.
Serdecznie polecam ten film każdemu fanowi akcji i fantasy, nawet jeśli nie oglądał poprzednich części. Piękna muzyka, wzruszające sceny, spora dawka napięcia i walk, urocze widoki oraz wysoki poziom efektów specjalnych - to w skrócie charakterystyka tegorocznego "Hobbita".
Moja ocena: 8/10
I super realność! Zdarzenia jak w prawdziwym życiu! (Taa... mówię tu o legolasie skaczącym po walącym się moście xd)
OdpowiedzUsuń